Lekko subiektywny ranking toruńskich klubów

arsenał 2

Zbliża się długi weekend, więc powoli można już myśleć o zasłużonym chilloucie połączonym z solidną porcją dobrej zabawy. A jak się bawić to gdzie? No przecież, że w klubie! Ale w dobrym, na poziomie. Ok, cóż jednak właściwie znaczy ten cały poziom? To akurat każdy definiuje sobie sam, ale dla mnie liczy się przede wszystkim kilka rzeczy, na podstawie których układam sobie w głowie gdzie warto iść, a które miejsca raczej omijać.

Oceniający

Mam nieco ponad 30 lat, dość imprezowe usposobienie (pozostałość z lat młodości). Nie jestem ani prawilnym dresiarzem, ani snobem Ą-Ę – po prostu normalny facet (ale bynajmniej nie typowy Janusz).

 

damn good party

 

Kryteria oceny

1. Muzyka

Wiadomo, że to ona tworzy w dużej mierze klimat imprezy. Oczywiście każdy ma tutaj swoje własne gusta, a dla mnie zasada jest taka: ma to być coś, przy czym da się w miarę sprawnie poruszać i nie trzeba zatykać uszu.

2. Ludzie w klubie

Każdy normalny człowiek lubi bawić się w kulturalnym towarzystwie – bez ślizgania się w rzygach nawalonych/naćpanych małolatów, odpychania namolnych pijaków oraz szarpania się z agresywnymi „macho”. Druga sprawa to tzw. nasycenie – za dużo luda niedobrze, ale pustki też nie są wskazane.

3. Bezpieczeństwo

Jest to bardzo ważny punkt, ponieważ większość ludzi idzie do klubu po prostu po to, żeby się bawić, a nie uprawiać walki rodem z Mortal Combat. No, serio. Fajnie jest również móc zostawić na chwilę dziewczynę na parkiecie i iść do baru po drinka bez obaw o to, że jakiś pijany jełop podejdzie do niej i złapie za biust (tak, widywałem i takie akcje).

4. Obsługa

Tutaj kluczową kwestią jest tzw. dostępność baru definiowana jako możliwość dopchania się do miejsca umożliwiającego złożenie zamówienia. Oczywiście w tym przypadku bardzo wiele zależy od sprawności personelu oraz jego ilości w stosunku do liczby gości w klubie.  Dodatkowy plus to miłe powitanie przy wejściu oraz krótki czas oczekiwania na oddanie rzeczy do szatni.

5. Wystrój/komfort

Dla niektórych nie ma to wielkiego znaczenia, ale ja osobiście uważam, że ładne wnętrze ma poważny wpływ na atmosferę imprezy. Kto wie, może to wynik tego, że w pewnym wieku przyjemne otoczenia zaczyna mieć dla człowieka coraz większe znaczenie. Podobnie ma się sprawa z klimatyzacją, powierzchnią przeznaczoną do tańca oraz liczbą miejsc do siedzenia – te detale w dużej mierze decydują o tym, czy dana miejscówka zasługuje na miano przyjaznej swoim gościom.

6. Ceny

Tak szczerze mówiąc, to w każdym z opisywanych lokali są one bardzo podobne – drink za 10 zeta +, piwo od 5 PLNów w górę, Red Bull za 10, cola za 5 itp. Koszt wjazdu też się oczywiście liczy, ale tutaj również nie ma zbyt dużych rozbieżności (choć od czasu do czasu trafiają się okazje cenowe).

Ok, kryteria znacie, pora więc na recenzje klubów w kolejności alfabetycznej.


Arsenał

Arsenał

Klub, który odwiedzam dość regularnie od kilku miesięcy, więc w sumie mam na jego temat najwięcej do powiedzenia. Przez wielu moich znajomych uznawany za najlepszą obecnie imprezownię w Toruniu.

1. Muzyka – 7/10

Arsenał to nietypowy klub. Czasami muzyka potrafi zapewnić naprawdę duży fun, a innym razem dla odmiany woła o pomstę do nieba. Sprowadza się to do tego, że jednego wieczoru dałbym ocenę 10, a innego 4 (stąd średnia). Szczególnie wkurwiającą manierą jest zmienianie kawałków co kilkadziesiąt sekund – czasem ciężko złapać rytm tańca. Ok, na początku myślałem, że to być może wynik mojej starości, ale nie – podobną opinię wygłaszały osoby o 10 lat młodsze. Do tego nieraz siada akustyka i nagłośnienie działa tylko w jednej połowie sali (kto wie, może to zamierzony efekt…). Także na tym polu zdecydowanie jest co poprawiać.

2. Ludzie w klubie – 9/10

W klubie panuje selekcja i chwała Bogu, bo odsiewa pijanych Mirków – zadymiarzy i gimbazę nadużywającą napojów wyskokowych. Jako ciekawostkę dodam fakt, że pewnego razu wyselekcjonowali mojego kumpla tłumacząc to tym, że był „za duży” (cóż, wielkie chłopisko z niego). Imprezowicze są na ogół pozytywnie nastawieni do innych, więc jak do tej pory nie widziałem tam żadnej zadymy ani jakichś szczególnie gorszących scen. Ciekawostką jest też to, że w Arsenale dość często spotkać ludzi pochodzących z różnych stron świata, co dodaje imprezom odrobiny egzotyki. Tyle zalet, bowiem otrzymanie wyższej oceny blokuje niestety zdarzające się od czasu do czasu przeludnienie, przy którym nie tylko nie można normalnie tańczyć, ale nawet dostać się do wyjścia/baru.

3. Bezpieczeństwo – 10/10

Personalnie nie mam żadnych zastrzeżeń do ochrony, która patroluje często salę i szybko neutralizuje osobników stanowiących element „zadymogenny”. Ochroniarze są grzeczni, aczkolwiek stanowczy, nie czepiają się byle czego (a przynajmniej ja nie stwierdziłem podobnego zachowania), więc ciężko tutaj coś zhejtować.

4. Obsługa – 9/10

Barmanki są miłe, uśmiechnięte i nie sprawiają wrażenia jakby były w klubie za karę. Barmani także dają radę. Spory minus za to, że w klubie nie zawsze otwarty jest drugi bar, co byłoby zbawieniem w przypadku dużego tłoku. No a jak już się takowy zdarzy, to swoje odstoisz.

5. Wystrój/Komfort – 9/10

Piwnica trzyma swój klimat, jest sporo wygodnych miejsca do siedzenia, a bar nie straszy obskurnością. Dużym plusem jest także okazały VIP-room dla bardziej wymagających. Ba, jest nawet palarnia wewnątrz klubu, co dla niektórych będzie sporą zaletą. Czemu więc nie ma 10? Ponieważ w przypadku dużej ilości luda klima po prostu nie wyrabia i miejscami robi się dość gorąco. Małym minusem jest także brak możliwości zamknięcia od wewnątrz kabiny w męskiej toalecie – taki niespodziewany zgrzyt.

6. Ceny – 9/10

Wjazd do klubu kosztuje zazwyczaj 10 zeta (dla studentów jeszcze taniej), a do tego często przy wejściu dają lizaka uprawniającego do odbioru darmowego drinka w barze. Ceny trunków przystępne, więc nie ma się o co czepiać.

Podsumowanie: 53/60


Barani Łeb

Barani Łeb

Jest to dość stary klub, który pamiętam jeszcze sprzed 10 lat. Szczerze mówiąc niewiele się od tamtego czasu zmieniło – podobny wystrój, podobna muzyka i podobny klimat. Czy warto tam zajrzeć? Cóż, to zależy…

1. Muzyka – 7/10

W klubie gra się wszystko – od kultowych kawałków typu niezapomniana „Mallorca”, poprzez stosunkowo nowe brzmienia, a na „hiciorach” typu „Ona tańczy dla mnie” skończywszy. Czyli tragedii nie ma, ale szału też nie – ot, najlepiej bawić się tam po spożyciu pewnej ilości środków wprowadzających w tryb imprezowy (rekomenduję Jacka Danielsa z colą).

2. Ludzie w klubie – 7/10

Nie to, żebym jakoś szczególnie hejtował, ale moim zdaniem przydałaby się tam selekcja – oczywiście jeśli klub ma ambicję stania się bardziej ekskluzywnym. Ludzi na ogół nie ma tam zbyt wielu, więc miejsca do tańca każdemu wystarczy.

3. Bezpieczeństwo – 9/10

Pomimo tego, że w klubie można spotkać podpitych Mirków i Januszów, to jednak raczej nie bywają oni agresywni (a przynajmniej ja tego nie widziałem). Kto wie, może to zasługa wyższej średniej wiekowej… Ochrona jest obecna i spełnia swoją rolę odstraszaczy. W zasadzie jedyne, do czego można by się tutaj przyczepić, to kumple ochroniarzy, którzy niekiedy stoją z nimi przy wejściu i krzywo patrzą na przybywających gości. Raz też byłem świadkiem małej scysji przed klubem, stąd nie ma 10.

4. Obsługa – 9/10

Swego czasu, kiedy w klubie bywało więcej ludzi, zdarzały się zatory przy barze. Obecnie nie ma takich problemów, więc ocena wysoka. 10 nie dam, ponieważ pewnego razu obsługująca mnie barmanka była trochę niemiła, ale wierzę, że był to jednorazowy incydent.

5. Wystrój/Komfort – 7/10

Klub znajduje się w piwnicy, więc posiada całkiem fajny klimat. Ładny bar, sala też, a ilość miejsca do tańczenia pozwala zaszaleć w parze. Raczej wystarczająca jest także ilość miejsc do siedzenia, choć tutaj spory minus za konieczność odpoczywania na twardych, niewygodnych krzesłach. Drugim zgrzytem jest to, że do toalety trzeba chodzić po schodach (choć przyznać trzeba, że jest ona zazwyczaj czysta).

6. Ceny – 9/10

W klubie nie jest drogo, a do tego w piątki mamy wjazd za free. Ceny trunków umiarkowane i na pewno portfela nie zrujnują.

Podsumowanie: 48/60


Monaco

Monaco

Niegdyś jedna z najbardziej lanserskich imprezowni w Piernikowie (podobno), ale obecnie jej blask nieco przygasa. Może zresztą dlatego klub ma wkrótce przejść gruntowny rebranding połączony z remontem.

1. Muzyka – 8/10

Nowoczesne brzmienia przeplatane doskonale znanymi hitami, czyli mix, przy którym da się po prostu fajnie bawić. Co prawda brakuje mi tam nieco dobrego dubstepu, no ale to już moje zdanie.

2. Ludzie w klubie – 7/10

Mały zgrzyt, bo niby w klubie jest selekcja, ale od czasu do czasu można tam spotkać podejrzanych typów. Do tego wielu imprezowiczów ma tam przykrą manię poruszania się bez zwracania uwagi na innych, co skutkuje ciągłym przyjmowaniem uderzeń w różne części ciała (po części może to być spowodowane przeludnieniem). Ja rozumiem, że dobra zabawa i w ogóle, ale wrażenie naruszania osobistej przestrzeni może nam w tym klubie dość często towarzyszyć. Mały tips dla facetów: wielu moich kumpli z Torunia i okolic uważa, że do Monaco chodzą tabuny dziewczyn chcących tam poderwać zamożnego sponsora. Czy tak jest w istocie? Ciężko mi powiedzieć…

3. Bezpieczeństwo – 9/10

Osobiście podczas kilkunastu pobytów w klubie nie spotkałem się z formami agresji (werbalnej czy niewerbalnej – whatever) skierowanymi w moim kierunku. Ok, raz było mi dane zaobserwować małe sprzeczki, ale ochroniarze szybko i sprawnie wykonywali swoją pracę skutecznie eliminując „zadymiające” jednostki.

4. Obsługa – 9/10

Kilka razy spotkałem się z opiniami, że ochrona w Monaco jest chamska i źle traktuje gości (np. takich, którzy przysypiają po alkoholu). Cóż, może i bywały takie przypadki, ale mnie to osobiście nie spotkało. Barmanki są miłe, ładnie się uśmiechają i sprawnie serwują drinki. Oczywiście także i tutaj występują czasem pewne problemy z dopchaniem się do wodopoju, ale generalnie jest całkiem spoko (zwłaszcza, że mamy do dyspozycji 2 bary).

5. Wystrój/Komfort – 9/10

Klub jest bardzo ładny i ma wiele przyjemnych „zakamarków” robiących klimat. Minusy to niezbyt duża ilość miejsca do tańczenia oraz klimatyzacja działająca raz lepiej, raz gorzej. Co ważne, można

6. Ceny – 9/10

Tutaj Monaco niewiele się różni od innych klubów – poziom cen za wjazd oraz koszty zakupu poniewierających trunków są na akceptowalnym poziomie.

Podsumowanie: 52/60


Moskba

Moskwa

Niegdyś jedna z najjaśniejszych gwiazd klubowego Torunia, nie wiadomo czemu kojarzona przez wielu jako gejowski klub. Autem tej imprezowni jest dobra lokalizacja oraz bliskość… innych klubów, ale o tym za chwilę.

1. Muzyka – 7/10

O muzyce w Moskwie mogę powiedzieć tyle, że jest – tak po prostu. Sprowadzało się to do tego, że nieznani mi DJ-e grali fajne i znane kawałki w nieco mniej fajnych i znanych wersjach. Cóż, osobiście bardzo nie lubię, kiedy z ciekawego utworu ktoś wywala moją ulubioną część i w jej miejsce wstawia średnio atrakcyjne dźwięki. Także nie tędy droga, nie tędy…

2. Ludzie w klubie – 6/10

Skąd ta ocena…? Z bardzo prostej przyczyny: na 3 ostatnich imprezach, na jakich byłem w Moskwie, liczbę osób tańczących na parkiecie można było policzyć na palcach obu rąk. Serio, nie ma w tym odrobiny przesady. Podobno czasem bywają tam tłumy, ale ja jakoś ostatnio na nie trafiłem. Na domiar złego w lokalu raczej nie ma selekcji, a patrząc na niektórych raczej by się przydała… W tej sytuacji istotnych plusem jest bliskość innych klubów, o czym wspominałem już wcześniej.

3. Bezpieczeństwo – 8/10

O ochronie w Moskwie można powiedzieć tyle, że stoi przy wejściu. Na sali widuje się ją raczej rzadko, ale nie powinno to dziwić biorąc pod uwagę minimalną ilość gości w ostatnim okresie. Raz byłem tam świadkiem małego dymu, ale sytuacja została szybko opanowana, więc tragedii nie było.

4. Obsługa – 9/10

Tutaj akurat jest całkiem dobrze, ale łatwa dostępność do baru jest oczywistą oczywistością przy tak małej liczbie gości. Poza tym barmani/kelnerki wydają się mili, a do zachowania ochrony przy wejściu oraz obsługi szatni też nie ma się co czepiać.

5. Wystrój/Komfort – 7/10

Moskwa to dość ładny klub i ma kilka ciekawych rozwiązań stylistycznych, ale jedna rzecz wkurwia w niej jak mało co. Otóż żeby przejść do szatni należy się przedostać przez całą salę taneczną. Poł biedy, jeśli nie ma wielu ludzi, ale pamiętam czasy, w których przeprawa po kurtkę przypominała przedzieranie się przez amazońską dżunglę. Ilość miejsca do zabawy nie poraża, ale w pewnym stopniu niedostatki te rekompensują wygodne kanapy znajdujace się w tylnej części klubu. Minusem jest również mała i ciasna toaleta – przydałoby się ją jednak nieco powiększyć (choć to pewnie niemożliwe).

6. Ceny – 9/10

Uwaga! Do Moskwy często można wbić się za free, ale moim zdaniem właśnie wtedy nie ma to sensu. Dlaczego? Dlatego, że w taki wieczór sala z reguły świeci pustkami. Lepiej już zapłacić te 10 zeta i iść pobawić się gdzieś, gdzie nie będzie atmosfery stypy i upadku.

Podsumowanie: 47/60


Number One

Number One

Dawny Stary Anioł. Według moich znajomych jest to klub, który przejął klientelę niezapomnianej Kotłowni. Coś w tym jest, ponieważ większość jego bywalców to studenci w bardzo młodym wieku. Ma to swoje zalety, ale również i wady – ale o tym za moment.

1. Muzyka – 8/10

Powszechnie znane hity serwowane bez zbędnych udziwnień – po prostu muza, przy której da się fajnie poruszać bez zbytniego zmęczenia dla uszu.

2. Ludzie w klubie – 6/10

Tłok, tłok i jeszcze raz tłok – to pierwsze, co charakteryzuje Number One. Na tę masę ludzką składają się głównie młodzi ludzie w wieku do 25 lat tworzący chyba największe w Toruniu zgrupowanie pijanych małolatów. Konsekwencją tego jest nieuchronne zderzanie się w tańcu z przeróżnymi osobnikami, którzy nie do końca zdają sobie sprawę z tego, gdzie się znajdują i co się z nimi dzieje. Do tego nadmiar wypitego alkoholu powoduje skłonność do zaczepek – w ciągu niespełna 2h mojego ostatniego pobytu w klubie widziałem 2 sytuacje z przepychankami.

3. Bezpieczeństwo – 8/10

O ochronie można powiedzieć tylko tyle, że stoi przy wejściu. Na sali niestety jest już praktycznie niewidoczna, więc o szybkim reagowaniu na sytuacje konfliktowe nie może być mowy. Oj raczej nie tak to powinno wyglądać w dobrym klubie, nie tak…

4. Obsługa – 8/10

No niestety, innej oceny być nie mogło. Powód jest prosty – dopchanie się do baru „w godzinach szczytu” przypomina próbę przedostania się do Justina Biebera otoczonego przez setki rozhisteryzowanych nastolatek. Czy jesteś w stanie to sobie wyobrazić…? Jeśli tak, to już wiesz co może Ciebie czekać w Number One.

5. Wystrój/Komfort – 7/10

Klub jest bardzo fajny jeśli chodzi o design (znów piwnica i cegła), ale niestety sporym minusem jest zbyt mała przestrzeń do tańczenia. Drugim minusem – i to bardzo dużym – jest brak klimatyzacji (wentylatory pod sufitem nie załatwią sprawy). Nie muszę chyba tłumaczyć jaki jest tego skutek w przypadku „spędu” setek ludzi na małej przestrzeni… Dodatkowy punkt ujemny za nadmiernie oblężoną toaletę, w której młodzi ludzie ochoczo spożywają piwo drąc się niczym stado zarzynanych pawianów (inaczej tego nazwać nie można).

6. Ceny – 9/10

W sumie pod tym względem jest tutaj tak samo jak gdzie indziej, czyli absolutnie bez hejtu.

Podsumowanie: 46/60


Ultra Violet

Ultra Violet

Jest to bez wątpienia klub, dzięki któremu przeniesiecie się w czasie o 10 lat wstecz wprost w klimat białych rękawiczek, panienek w białych kozaczkach oraz łysych typów w koszulkach Pit Bull/Everlast/TapouT itp. brandów mających sugerować „jestem groźny i spuszczę ci wpierdol!”. Gotowi? No to jazdaaaaa!

1. Muzyka – 6/10

Dzięki DJ-owi z Ultra Violetu znów przypomniałem sobie co to znaczy prawdziwa, wiejska wixa sprzed 10 lat. Jednostajne, monotonne umca-umca sprawia, że po godzinie zaczyna człowieka boleć głowa. W ogóle przebywając tam odniosłem wrażenie, że DJ zakitrasił się we własnym sosie i jest od kilku lat zamknięty na wszelkie nowości muzyki klubowej. Na plus zaliczam jedynie możliwość odsłuchania takich kultowych kawałków, jak np. „Agharta” Westbama.

2. Ludzie w klubie – 5/10

Napiszę tak: jeśli ktoś lubi przygody i towarzystwo kiboli, to w Ultra Violecie będzie miał okazję zaznać niepowtarzalnego klimatu wpierdolu czającego się na każdym kroku. Co prawda widziałem tam nawet kilku chudych osobników w rurkach, ale szybko zniknęli mi z oczu (kto wie, może nawet zostali zutylizowani na zapleczu). Ogólnie można odnieść wrażenie, że w lokalu tym przebywa większość toruńskiego półświatka i to spokojnie świadczy o poziomie tam panującym. No i jeszcze te triumfalnie wzniesione w górę białe rękawiczki…

3. Bezpieczeństwo – 7/10

Owszem, przy wejściu jest groźnie wyglądająca ochrona, ale na sali raczej ciężko ją spotkać. Poza tym ma się wrażenie, że w razie sytuacji kryzysowej ochroniarze są raczej skłonni napierdalać kogo popadnie, a nie rozwiązywać spory metodami negocjacji (ewentualnie zastosowania umiarkowanej przemocy fizycznej). Bądź co bądź krwawych starć klubowiczów jednak nie widziałem (a jedynie klasyczne „co się kurwa gapisz”), więc ocena całkiem niezła.

4. Obsługa – 8/10

W tym lokalu 2 bary (przez parę godziny były nieszczególnie oblegane) a za nimi oczywiście barmanów, którzy radzą sobie całkiem sprawnie (i w przeciwieństwie do ochroniarzy sprawiają wrażenie uprzejmych). Na minus trzeba jednak zaliczyć dość ubogi asortyment trunków – i tutaj zagwozdka, ponieważ Ultra Violet jest jednym z nielicznych toruńskich klubów, w którym nie dostaniemy Red Bulla (a to właśnie jego najbardziej lubię pić na imprezie – jeśli oczywiście nie ma na niej Super Ruchacza).

5. Wystrój/Komfort – 6/10

Wnętrze jest urządzone bez większego pomysłu i nie grzeszy zbytnią estetyką – ot, klimat imprezowni sprzed +- 10 lat. Klimatyzacja nie wiadomo czy jest, a nawet jeśli, to bynajmniej nie odczułem jej działania. Niezbyt ciekawego obrazu dopełnia „cudownie pachnąca” toaleta, gdzie wizyta nie należy raczej do wielkich przyjemności (po części było to konsekwencją brutalnie ojszczanego sedesu).

6. Ceny – 8/10

20 zeta za wjazd do lokalu na takim poziomie to zdzierstwo – i to jeszcze w piątek, gdzie inne kluby wpuszczają często za free!  Ok, podobno w dzień mojego pobytu w Ultra Violecie miał grać jakiś prehistoryczny DJ (bodajże Alien), ale who cares… I tak było drogo! Na całe szczęście ceny za trunki poniewierające ciało i psychikę były już na normalnym poziomie.

Podsumowanie: 40/60


party girls

No i na koniec kolejność klubów pod względem punktacji.

1. Arsenał 53/60

Ocena: imprezujesz w Toruniu = wpadaj

Najlepszy klub w tym zestawieniu. Doskonała miejscówka zarówno na wypad w towarzystwie, jak i samemu. W klubie spotkasz osoby w różnym wieku, więc możesz wbijać śmiało mając 20, 30 jak i 40 lat.

2. Monaco 52/60

Ocena: bardzo dobry

Dobry klub na poziomie i w dogodnej lokalizacji. Moim zdaniem bardzo dobrze nadaje się na imprezy typu wieczór kawalerski/panieński, ewentualnie samcze wypady z kumplami. Spotkamy tam ludzi w różnym wieku, co też uważam za istotną zaletę.

3. Barani Łeb 48/60

Ocena: całkiem spoko

Nieco swojski, oldskulowy klimat, ale w sumie nawet przyjemnie. Jeśli więc nie zależy Wam na tym, aby bawić się wśród tłumu ludzi, to klub ten będzie całkiem dobrą opcją.

4. Moskwa 47/60

Ocena: jesteś w pobliżu = można podejść

Jeśli akurat traficie na większą ilość osób na imprezie, to można spróbować. A jeśli ludzi będzie mało? Cóż, idąc w dużej grupie niekoniecznie będzie to wada, ponieważ możecie mieć praktycznie cały lokal dla siebie.

5. Number One 46/60

Ocena: niezła opcja dla małolatów

Jeśli macie więcej niż 30 lat, to raczej nie polecam tego miejsca. Wybawić może i się wybawicie, ale musicie być przygotowani na podeptane buty, ubrania oblane piwem oraz pijackie ekscesy młodzieży.

6. Ultra Violet 40/60

Ocena: lepiej omijać

Jest to opcja wyłącznie dla osób preferujących klasyczny klimat mordowni a’la Pruszków lat 90-tych. Jeśli więc chcesz się spokojnie bawić w kulturalnych warunkach, to po prostu daruj sobie tę miejscówkę.


keep calm party

Kilka słów na zakończenie

No i tak to właśnie wygląda w moich oczach. Oczywiście wszystkie te oceny są naznaczone lekką dozą subiektywności, więc rozumiem, że pewne osoby mogą się z nią nie zgodzić. Rozwiązanie jest tylko jedno: odwiedzić opisane kluby samemu i sprawdzić, który z nich nam najbardziej pasuje. Jeśli zaś chodzi o mnie, to zamierzam teraz pojawić się w innym miejscówkach, jak chociażby Stars, Lux Club czy też Szwejk (ostatnio remontowany). A jak już zwiedzę i zobaczę co i jak, to opiszę w następnym wpisie. A tymczasem życzę srogich baletów – gdziekolwiek będziecie szaleć!

Komentarze

komentarzy